Jarek

Ludzie rodzą się,ludzie umierają…taki cykl.jedna śmierć nami wstrząsa,obok innej przechodzimy obojętnie.sama świadomość faktu,że w czasie pisania tego tekstu gdzieś umiera ok.tysiąca osób nie pomaga… śmierć boli,kiedy tracimy najbliższych-kto doświadczył tego uczucia, ten wie. ale czasem odchodzi Ktoś, kogo trudno nam zakwalifikować tak jednoznacznie. Jarek nie był dla nas rodziną…Był Kimś więcej..

Zagraliśmy z Jarkiem jakieś 800 koncertów.spędziliśmy ze sobą tyle samo dni i nocy. To ponad dwa lata życia razem i przepraszam wszystkie małżeństwa i rodziny,ale tego rodzaju więzi jaka wytworzyła się między nami nigdy nie zrozumiecie.możecie sobie gadać,snuć domysły i zazdrościć…:) bo w tym wspomnieniu nie będzie wylewania łez bo to jest tekst o Człowieku,który zanim kogokolwiek pokochał-najpierw spotkał MUZYKĘ…i póżniej nikt nie miał u Jarka szans….oprócz nas:) były w tym związku zgrzyty i trzaski-to normalne.ale na czas obrzędu wychodziliśmy, aby dzielić się z Wami naszą pasją z „przypudrowanym okiem” i uśmiechem na twarzy.

Patrząc z boku na Jarka,mimo tego,że pełnił w życiu kilka funkcji widać jedno: nie udawał:czy to w szkole jako nauczyciel,czy w kwartecie jako altowiolonista ,czy na estradzie ze szmerami był taki sam-wymagający od innych ale i wymagający od siebie. biegający od szkoły do szkoły z rozwianymi piórami, z misją opowiadania dzieciom o Bachu,AC/DC i nutkach.

Czas się dla Niego zatrzymał w dniu,w którym Go poznałem w 1983 roku.od tej pory wyglądał dla mnie tak samo.nie policzę ile wódki wygraliśmy zakładając się o to „ile Jarek ma lat”. bo Sierściu wyłysiał,Andrzej posiwiał, Gabiemu pojawił się delikatny prześwit  a Jarek-nic.Bez zmian.

I tym swoim powabem Jarek zarażał i przyciągał. ludzi i zwierzęta. sam nie miał zwierzaków w domu,ale to, w jaki sposób zaczepiał psy na ulicy sprawiało, że miałem wrażenie, że jest profesjonalnym treserem:)

Jarek zmarł.byliśmy w kościele. żegnaliśmy Go na cmentarzu. patrzyliśmy  na trumnę. ale zupełnie to do nas nie dociera. czasem mamy wrażenie, że znowu gdzieś polazł, walnął banie z kimś „nowo zapoznanym” a padła Mu bateria w komórce i dlatego nie mamy z Nim kontaktu…no bo jak inaczej mamy to sobie wytłumaczyć?

Wszystkich Was,którzy zetknęli się z Jarkiem prosimy o nadsyłanie zdjęć,wspomnień… Będziemy je publikować na bieżąco.